Odwiedzając księgarnie językowe lub też po prostu dział języki obce w sieciowych księgarniach typu Empik czy Matras można odnieść wrażenie, że zakup słownika hiszpańsko-polskiego lub polsko-hiszpańskiego jest najłatwiejszą rzeczą pod słońcem.
Wielu z Was zadało sobie jednak pewnie pytanie, czy warto w ogóle kupować słownik języka obcego, skoro wszystko można znaleźć w Internecie? Być może wielu z Was zastanawiało się już nad tym, czy lepsze są słowniki internetowe czy tradycyjne?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: żeby dobrze nauczyć się języka, a potem się nim posługiwać, czy to tłumacząc, czy przygotowując zajęcia, trzeba korzystać i z jednych i z drugich.
Poniżej krótkie zestawienie wad i zalet obu form gromadzenia wiedzy o słówkach.
Zalety słowników internetowych:
- są aktualne i modyfikowane na bieżąco.
- często można znaleźć wiele słów potocznych, wulgarnych, idiomów.
- są darmowe.
- są wielojęzyczne, co pomaga , jeśli nie jesteśmy pewni użycia danego słowa w polskim kontekście.
- często zawierają przykład zdania z danym słowem.
- są wygodniejsze i szybsze w użyciu, szczególnie jeśli tłumaczymy jakiś tekst na komputerze, a zdarza się to już coraz częściej.
Wady słowników internetowych:
- możemy natrafić w nich na błędy, nieścisłości, złe użycie w kontekście, których korekty nikt nam nie zagwarantuje.
Nawet jeżeli taka uwaga wydaje się być przesadzona, uwierzcie mi, nawet tak dobre serwisy słownikowe jak wordreference nie są wolne od błędów.
- nie zawsze podają wszystkie warianty lub wyrażenia połączone z szukanym przez nas słowem.
Zalety słowników książkowych:
- ponieważ są to wydawnictwa oficjalne przed publikacją są poddane korekcie, prawdopodobieństwo błędu jest mniejsze niż w przypadku słowników internetowych.
- często zawierają dłuższą listę znaczeń i wyrażeń związanych z danym słowem.
- jeśli chodzi o słowniki specjalistyczne (techniczne, ekonomiczne itd) biją na głowę te internetowe, które najczęściej po prostu nie istnieją, a jeśli już to z reguły w konfiguracji angielski + inny język.
- nie odciągają nas od nauki, bo zakładając, że szukamy potrzebnych nam słówek z wyłączonym komputerem i otwartym słownikiem, ciężko będzie wpaść w pętlę czasu na Facebooku albo Twitterze.
Wady słowników książkowych:
- są drogie.
- jeśli ma się ich dużo, a w pewnym momencie tak właśnie się dzieje, zajmują sporo miejsca, no i nie można ich zabrać na żaden językowy wyjazd.
- nie są aktualizowane tak często jak trzeba, a nawet jeśli są , nie zmienia to faktu, że znów trzeba wydać pieniądze i znów zrobić miejsce na półce.
Jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy zresztą, swego czasu miałam sprytny plan (chodziło wprawdzie o francuski, ale język akurat nie gra tutaj roli) kupowania sobie co dwa lata najnowszej wersji słownika jednojęzycznego Le Petit Robert, w tamtych dawnych czasach koszt takiego nabytku wahał się w granicach 300 złotych w górę (zależnie od stanu, sprzedawcy, kursu euro itd). Jak możecie się domyślić pomysł szybko upadł i to wcale nie wynikało z mojej złej woli.
- nie znajdziemy tam wszystkich dostępnych wyrażeń potocznych, wulgarnych itd co wiąże się z poruszaną już kwestią aktualizacji.
Dobrze, powiecie, ale gdzie szukać dobrych słowników?
A zatem poniżej udostępniam linki i nazwy słowników, z których ja korzystam i które uważam za fajne i przydatne.
Słowniki jednojęzyczne hiszpańsko-hiszpańskie:
1. http://lema.rae.es/drae/?val=pregunta
2. http://lema.rae.es/dpd/?key=obra
3.http://www.wordreference.com/definicion/amar
Słowniki wielojęzyczne (bez opcji polskiego):
1.http://www.wordreference.com/esfr/querer
2. http://www.linguee.com/
3. http://bab.la/
Słowniki papierowe polsko-hiszpańskie:
1. Mały słownik polsko-hiszpański hiszpańsko-polski. Wydawnictwo Wiedza Powszechna
2. Podręczny słownik hiszpańsko-polski. Wydawnictwo Wiedza Powszechna.
3. Wielki słownik polsko-hiszpański. Wydawnictwo Wiedza Powszechna.
Mostrando entradas con la etiqueta nauka języków obcych. Mostrar todas las entradas
Mostrando entradas con la etiqueta nauka języków obcych. Mostrar todas las entradas
lunes, 17 de marzo de 2014
lunes, 17 de febrero de 2014
Jak skuteczniej uczyć się języka obcego? 10 przykazań poligloty
Wcale nie tak dawno powszechnie sądzono, że nauka języków obcych opiera się robieniu nieskończonej ilości ćwiczeń z gramatyki oraz wkuwaniu niekończącej się listy słówek.
I pewnym sensie nie da się ominąć tego pracochłonnego i czasochłonnego etapu, jeśli zależy nam na tym, żeby porządnie opanować dany język, niemniej jednak istnieją również o wiele przyjemniejsze i, co więcej, skuteczniejsze sposoby, żeby sobie pomóc.
Poniżej znajdziecie listę moich językowych przykazań, jeśli macie jakieś inne, nie wahajcie się o nich wspomnieć w komentarzach!
1. Oglądaj filmy, reportaże w języku obcym
Oczywiście idealnie byłoby oglądać filmy w oryginalnej wersji językowej z napisami w tym samym języku, jednak nawet oglądając film z napisami polskimi zamiast lektora, oswajamy się nieświadomie z pewnymi strukturami, które potem zostają nam w głowie.
Wersją dla odważnych (ale też możliwej do zrealizowania dopiero na późniejszym etapie wtajemnicznenia w język obcy) jest wyświetlanie filmów w wersji oryginalnej bez napisów. Dlaczego uważam, że jest to skuteczna metoda?
Ponieważ wymaga od naszego mózgu sporej dawki koncentracji, żeby zrozumieć i odkodować dane dźwięki i nawet jeżeli na początku niewiele rozumiemy z czasem osiągniemy jeszcze lepsze efekty niż oglądając filmy z napisami. Bierze się to głównie stąd, że napisy nie są niczym innym, jak tłumaczeniem z jednego języka na drugi, co wiąże się z tym faktem, iż pewne struktury będą zastąpione przez inne, właściwe danemu językowi.
2. Słuchaj radia w języku obcym
Działa na podobnej zasadzie, co telewizja, ale jednocześnie pozwala nam robić w międzyczasie inne rzeczy. Oczywiście wiele zachodnich stacji proponuje moduł edukacyjny i niektóre ich reportaże są opatrzone interaktywnymi ćwiczeniami i zawsze możemy poświęcić na ich zrobienie chwilę czasu. Niemniej jednak, moim zdaniem, wystarczy puścić sobie emisję radiową albo wiadomości w innym języku podczas gdy na przykład sprzątamy, malujemy paznokcie, czytamy książkę (o ile mamy podzielną uwagę oczywiście) , a po jakimś czasie na pewno zauważymy różnicę w rozumieniu języka obcego.
3. Czytaj książki/gazety/artykuły w języku obcym
To magiczne ćwiczenie ma podwójnie działanie.
Z jednej strony poznajemy nowe słówka w sprecyzowanym kontekście. Z drugiej rozpoznajemy w tekście słówka, czasowniki, wyrażenia, których wcześniej uczyliśmy się "na sucho", czyli z listy słówek.
W większości większych miast znajduje się obcojęzyczna filia miejskiej biblioteki publicznej, w której całkowicie za darmo można wypożyczyć książki lub czasopisma. Jeżeli jednak nie macie takiej możliwości, nic nie powstrzymuje Was przed wydrukowaniem interesującego Was artykułu z Internetu albo zakupem jednego z czasopism poświęconych nauce języków obcych.
Dlaczego naciskam na słowo wydrukować? Ponieważ osobiście uważam, że w nauce języków obcych ważna jest koncentracja na tekście, a o to trochę trudno będąc na stronie pełnej reklam, linków i innych odciągających uwagę elementów.
4. Zmień język w telefonie, na portalach społecznościowych itd
Nawet jeśli taka zmiana teoretycznie wydaje się być nieznacząca, chcąc nie chcąc, przyswajamy nowe wyrażenia, również te związane z nowymi technologiami, co może się okazać bardzo przydatne w dniu, w którym pojedziemy zagranicę i będziemy musieli załatwiać formalności związane na przykład z telefonem, komputerem itd.
Ponadto warto pamiętać o tym, że większość z nas jest wzrokowcami, a zatem widząc jakiś napis, często połączony z rysunkiem, istnieje większa szansa na to, że nas mózg zakoduje nowe słowo, które zresztą i tak widzimy co najmniej trzy razy na dzień (chyba że ktoś z Was loguje się na Facebooka jeszcze częściej).
5. Znajdź natywnego użytkownika języka (potocznie native'a) drogą internetową lub osobistą.
Każdy zgodzi się z opinią, że kontakt z rodzimymi użytkownikami języka jest nie do przecenienia. Poza tym, że z pewnością nauczą nas wielu przekleństw i potocznych wyrażeń,mogą doradzić, które z kleconych przez nas zdań brzmią dla niego naturalnie, a które nie.
Dlatego też czy to konwersacja na spotkaniach typu tandem językowy czy też pisanie maili, listów, czatów, gadanie na Skypie (co kto woli) jest świetnym i aktywnym dopełnieniem naszych pasywnych wysiłków polegających na robieniu ćwiczeń z gramatyki czy wkuwaniu słówek.
Zanim jednak rzucicie się na poszukiwanie nativów, dwie ważne uwagi :
po pierwsze : jest to opcja dobra na poziom średniozaawansowany, żeby konwersacje/wymiany mailowe były ciekawe i miały sens.
po drugie : jeżeli nativ, z którym rozmawiacie/korespondujecie nie ma wykształcenia filologicznego, nie spodziewajcie się, że wyjaśni Wam wszystkie tajniki odkrywanego przez Was języka, bo bez odpowiedniego wykształcenia jest jedynie rodzimym użytkownikiem języka posługującego się językową intuicją, a nie znajomością gramatyki. Myślicie, że to niemożliwe?
A czy Wy wiecie, ile w polskim jest grup czasowników i które są nieregularne?
6. Zapisuj słówka gdzie tylko się da
Zakładka do książki, margines zeszytu, teczka, naklejki na przedmiotach codziennego użytku, nawet na drzwiach czy ścianie, własnoręcznie robione fiszki.
Dlaczego nie? Im dłużej na nie patrzymy, tym głębiej i na dłużej zagoszczą w naszej pamięci ! Poza tym kreatywność zawsze powinna być czymś obecnym w procesie poznawania nowych języków, ponieważ zabija rutynę i nudę.
Żeby nie być gołosłownym podzielę się z Wami moim nowym pomysłem to jest językowymi drzwiami. Dzięki temu, że użyłam papieru naklejkowego o lekkim działaniu na drzwiach nie pozostają ślady liter, więc po jakimś czasie (kiedy już będę znała słówka na pamięć) mogę je zastąpić innymi.
Ponieważ jestem jeszcze w fazie przygotowywania językowych drzwi, czego nie widać na zdjęciu, dodam,że używanie różnych kolorów przy tego typu wyczynach dostarcza nie tylko przyjemności oglądania, ale i pomaga nam lepiej zapamietać treść.
7. Graj w gry językowe
Zarówno te wymagające namacalnych materiałów (jak na przykład Scrabble albo francuski Vocabulon lub Tabou), jak i te internetowe (proponowane na przykład przez Wordreference). Nie myślcie,że nauka przez zabawę dotyczy tylko dzieci!
8. Tłumacz teksty ulubionych piosenek
Dzięki temu, że znasz je na pamięć bez trudu wyłapiesz na stałe wszystkie nowe słowa. Możesz oczywiście korzystać z tłumaczeń dostępnych w sieci, jednak wydaje mi się, że samodzielnie wykonana praca zawsze daje lepsze efekty.
9. Twórz własne definicje słów w języku obcym
Wbrew pozorom takie ćwiczenie intelektualne jest bardzo skuteczne, ponieważ tym sposobem zmuszamy nasze szare komórki nie tylko do zapamiętania nowego słowa, ale i do odgrzebania słów, które już dawno znamy, ale o których istnieniu kompletnie zapomnieliśmy.
10. Pisz ręcznie
Nie zaprzeczam, że Internet i strony poświęcone nauce języków obcych (o ironio, sama piszę przecież bloga) są bardzo pomocne, no i darmowe, co nie jest bez znaczenia w dzisiejszych czasach. Niemniej jednak dzięki ręcznemu pisaniu nasz mózg zapamiętuje strukturę wielu słów, co jest szczególnie przydatne na przykład w przypadku języków romańskich, w których występują akcenty.
A zatem nawet jeżeli lista słówek zrobiona na komputerze jest bardziej czytelna, nie wahajcie się poświęcić trochę czasu na stworzenie być może staroświeckiego, ale za to jakże urokliwego i skutecznego zeszytu!
I pewnym sensie nie da się ominąć tego pracochłonnego i czasochłonnego etapu, jeśli zależy nam na tym, żeby porządnie opanować dany język, niemniej jednak istnieją również o wiele przyjemniejsze i, co więcej, skuteczniejsze sposoby, żeby sobie pomóc.
Poniżej znajdziecie listę moich językowych przykazań, jeśli macie jakieś inne, nie wahajcie się o nich wspomnieć w komentarzach!
1. Oglądaj filmy, reportaże w języku obcym
Oczywiście idealnie byłoby oglądać filmy w oryginalnej wersji językowej z napisami w tym samym języku, jednak nawet oglądając film z napisami polskimi zamiast lektora, oswajamy się nieświadomie z pewnymi strukturami, które potem zostają nam w głowie.
Wersją dla odważnych (ale też możliwej do zrealizowania dopiero na późniejszym etapie wtajemnicznenia w język obcy) jest wyświetlanie filmów w wersji oryginalnej bez napisów. Dlaczego uważam, że jest to skuteczna metoda?
Ponieważ wymaga od naszego mózgu sporej dawki koncentracji, żeby zrozumieć i odkodować dane dźwięki i nawet jeżeli na początku niewiele rozumiemy z czasem osiągniemy jeszcze lepsze efekty niż oglądając filmy z napisami. Bierze się to głównie stąd, że napisy nie są niczym innym, jak tłumaczeniem z jednego języka na drugi, co wiąże się z tym faktem, iż pewne struktury będą zastąpione przez inne, właściwe danemu językowi.
2. Słuchaj radia w języku obcym
Działa na podobnej zasadzie, co telewizja, ale jednocześnie pozwala nam robić w międzyczasie inne rzeczy. Oczywiście wiele zachodnich stacji proponuje moduł edukacyjny i niektóre ich reportaże są opatrzone interaktywnymi ćwiczeniami i zawsze możemy poświęcić na ich zrobienie chwilę czasu. Niemniej jednak, moim zdaniem, wystarczy puścić sobie emisję radiową albo wiadomości w innym języku podczas gdy na przykład sprzątamy, malujemy paznokcie, czytamy książkę (o ile mamy podzielną uwagę oczywiście) , a po jakimś czasie na pewno zauważymy różnicę w rozumieniu języka obcego.
3. Czytaj książki/gazety/artykuły w języku obcym
To magiczne ćwiczenie ma podwójnie działanie.
Z jednej strony poznajemy nowe słówka w sprecyzowanym kontekście. Z drugiej rozpoznajemy w tekście słówka, czasowniki, wyrażenia, których wcześniej uczyliśmy się "na sucho", czyli z listy słówek.
W większości większych miast znajduje się obcojęzyczna filia miejskiej biblioteki publicznej, w której całkowicie za darmo można wypożyczyć książki lub czasopisma. Jeżeli jednak nie macie takiej możliwości, nic nie powstrzymuje Was przed wydrukowaniem interesującego Was artykułu z Internetu albo zakupem jednego z czasopism poświęconych nauce języków obcych.
Dlaczego naciskam na słowo wydrukować? Ponieważ osobiście uważam, że w nauce języków obcych ważna jest koncentracja na tekście, a o to trochę trudno będąc na stronie pełnej reklam, linków i innych odciągających uwagę elementów.
4. Zmień język w telefonie, na portalach społecznościowych itd
Nawet jeśli taka zmiana teoretycznie wydaje się być nieznacząca, chcąc nie chcąc, przyswajamy nowe wyrażenia, również te związane z nowymi technologiami, co może się okazać bardzo przydatne w dniu, w którym pojedziemy zagranicę i będziemy musieli załatwiać formalności związane na przykład z telefonem, komputerem itd.
Ponadto warto pamiętać o tym, że większość z nas jest wzrokowcami, a zatem widząc jakiś napis, często połączony z rysunkiem, istnieje większa szansa na to, że nas mózg zakoduje nowe słowo, które zresztą i tak widzimy co najmniej trzy razy na dzień (chyba że ktoś z Was loguje się na Facebooka jeszcze częściej).
5. Znajdź natywnego użytkownika języka (potocznie native'a) drogą internetową lub osobistą.
Każdy zgodzi się z opinią, że kontakt z rodzimymi użytkownikami języka jest nie do przecenienia. Poza tym, że z pewnością nauczą nas wielu przekleństw i potocznych wyrażeń,mogą doradzić, które z kleconych przez nas zdań brzmią dla niego naturalnie, a które nie.
Dlatego też czy to konwersacja na spotkaniach typu tandem językowy czy też pisanie maili, listów, czatów, gadanie na Skypie (co kto woli) jest świetnym i aktywnym dopełnieniem naszych pasywnych wysiłków polegających na robieniu ćwiczeń z gramatyki czy wkuwaniu słówek.
Zanim jednak rzucicie się na poszukiwanie nativów, dwie ważne uwagi :
po pierwsze : jest to opcja dobra na poziom średniozaawansowany, żeby konwersacje/wymiany mailowe były ciekawe i miały sens.
po drugie : jeżeli nativ, z którym rozmawiacie/korespondujecie nie ma wykształcenia filologicznego, nie spodziewajcie się, że wyjaśni Wam wszystkie tajniki odkrywanego przez Was języka, bo bez odpowiedniego wykształcenia jest jedynie rodzimym użytkownikiem języka posługującego się językową intuicją, a nie znajomością gramatyki. Myślicie, że to niemożliwe?
A czy Wy wiecie, ile w polskim jest grup czasowników i które są nieregularne?
6. Zapisuj słówka gdzie tylko się da
Zakładka do książki, margines zeszytu, teczka, naklejki na przedmiotach codziennego użytku, nawet na drzwiach czy ścianie, własnoręcznie robione fiszki.
Dlaczego nie? Im dłużej na nie patrzymy, tym głębiej i na dłużej zagoszczą w naszej pamięci ! Poza tym kreatywność zawsze powinna być czymś obecnym w procesie poznawania nowych języków, ponieważ zabija rutynę i nudę.
Żeby nie być gołosłownym podzielę się z Wami moim nowym pomysłem to jest językowymi drzwiami. Dzięki temu, że użyłam papieru naklejkowego o lekkim działaniu na drzwiach nie pozostają ślady liter, więc po jakimś czasie (kiedy już będę znała słówka na pamięć) mogę je zastąpić innymi.
Ponieważ jestem jeszcze w fazie przygotowywania językowych drzwi, czego nie widać na zdjęciu, dodam,że używanie różnych kolorów przy tego typu wyczynach dostarcza nie tylko przyjemności oglądania, ale i pomaga nam lepiej zapamietać treść.
7. Graj w gry językowe
Zarówno te wymagające namacalnych materiałów (jak na przykład Scrabble albo francuski Vocabulon lub Tabou), jak i te internetowe (proponowane na przykład przez Wordreference). Nie myślcie,że nauka przez zabawę dotyczy tylko dzieci!
8. Tłumacz teksty ulubionych piosenek
Dzięki temu, że znasz je na pamięć bez trudu wyłapiesz na stałe wszystkie nowe słowa. Możesz oczywiście korzystać z tłumaczeń dostępnych w sieci, jednak wydaje mi się, że samodzielnie wykonana praca zawsze daje lepsze efekty.
9. Twórz własne definicje słów w języku obcym
Wbrew pozorom takie ćwiczenie intelektualne jest bardzo skuteczne, ponieważ tym sposobem zmuszamy nasze szare komórki nie tylko do zapamiętania nowego słowa, ale i do odgrzebania słów, które już dawno znamy, ale o których istnieniu kompletnie zapomnieliśmy.
10. Pisz ręcznie
Nie zaprzeczam, że Internet i strony poświęcone nauce języków obcych (o ironio, sama piszę przecież bloga) są bardzo pomocne, no i darmowe, co nie jest bez znaczenia w dzisiejszych czasach. Niemniej jednak dzięki ręcznemu pisaniu nasz mózg zapamiętuje strukturę wielu słów, co jest szczególnie przydatne na przykład w przypadku języków romańskich, w których występują akcenty.
A zatem nawet jeżeli lista słówek zrobiona na komputerze jest bardziej czytelna, nie wahajcie się poświęcić trochę czasu na stworzenie być może staroświeckiego, ale za to jakże urokliwego i skutecznego zeszytu!
viernes, 5 de julio de 2013
Materiały pomocne w nauce języków obcych część 2
Dziś kolejna część poświęcona materiałom, które mogą nam być pomocne w nauce języków obcych. W poprzednim poście była mowa o domowej wersji fiszek. Dziś natomiast podzielę się z Wami moimi sposobami na mimowolne przyswajanie słówek.
Istotą takich mimowolnych materiałów jest zapisanie nowego słówka na przedmiocie, którego często używamy, a który zasadniczo nie ma nic wspólnego z językami obcymi.
Sposób pierwszy : górny albo boczny margines zeszytu.
Wyobraźcie sobie, że macie zeszyt do matematyki ( jeśli jesteście jeszcze w liceum/gimnazjum) albo notatki z teorii literatury ( jeśli studiujecie na przykład polonistykę albo filologię obcą), korzystacie z tego zeszytu na pewno raz na tydzień i na pewno skorzystacie z niego przed egzaminem/sprawdzianem.
Wybierzcie zatem tę część marginesu, która najbardziej rzuca Wam się w oczy i kolorowym pisakiem napiszcie nowe dla Was słówko wraz z tłumaczeniem.
Założę się, że prędzej czy później na nie zerkniecie, choćby po to, żeby nie słuchać nudnego wykładu. Jestem też pewna, że jeśli ktoś za jakiś czas Was o to słówko zapyta, przypomnicie sobie jego kolor, kształt i położenie i tym sposobem zostanie w Waszej głowie z większym prawdopodobieństwem niż jedno z wielu słówek zapisanych do wkucia na pamięć.
Mój przykład słówka wprowadza lekkie zamieszanie, gdyż moim " dodatkowym słówkiem" jest francuskie wyrażenie wciśnięte pomiędzy słówka angielskie, ale bierze się to stąd, że obecnie ani nie uczę się w szkole, ani nie studiuję, dlatego narzekam na brak innego typu notatek.
Sposób drugi : wykorzystanie wolnych okładek zeszytów, przekładek do segregatorów etc.
Można je oczywiście wykorzystać w ten sam sposób, co marginesy zeszytów, jednak z uwagi na to, że jest na nich więcej wolnego miejsca, ja wykorzysuję je inaczej, bo do umieszczania idiomów i przysłów, czasem nawet z rysunkami.
Hacer el agosto- to hiszpańskie wyrażenie oznacza mniej więcej tyle, co " zbić dobry interes, zarobić dużo pieniędzy wykorzystując okoliczności". Ja swego czasu skojarzyłam sobie to wyrażenie ze sprzedawcami wody na plaży, którzy mogą sobie pozwolić na ustalenie kosmicznej ceny za butelkę, bo z powodu upału i braku innych sklepów w pobliżu, ludzie i tak tę wodę kupią, a sprzedawcy bez cienia wątpliwości zarobią o wiele więcej niż przez resztę roku.
Tak , jak to sobie wyobraziłam, tak narysowałam i tym sposobem za każdym razem kiedy korzystam z tego zeszytu, przypominam sobie o istnieniu i obrazka ,i wyrażenia.
En casa de herrero cuchillos de palo- " W domu kowala noże są tępe", a po polsku " Szewc bez butów chodzi" . Przysłowie dosyć długie, dlatego żeby je zapamiętać zapisałam je sobie w dolnej częście okładki tegoż samego zeszytu. Ja mam akurat wersję bez tłumaczenia na polski, głównie dlatego, że potrzebowałam zapamiętać nie znaczenie, ale dokładną kolejność słów albo obecność lub brak rodzajnika.
W ramach dygresji, dlatego już pod zdjęciem, napiszę, czemu to takie ważne : otóż rodzajnik lub jego brak często decydują o zmianie znaczenia wyrażenia.
Dla przykładu weźmy zdania :
levantar la cabeza
(no) levantar cabeza
Pierwsze zdanie z rodzajnikiem oznacza dosłownie i po prostu "podnieść głowę", natomiast drugie, bez rodzajnika, jest wyrażeniem idiomatycznym, które oznacza podnieść się, wyjść ( lub nie) z trudnej sytuacji lub choroby.
Aczkolwiek niektóre źródła ( na przykład wordreference) podają też znaczenie " być bardzo zajętym", choć ja używałabym tego jednak głównie w pierwszym znaczeniu.
Trzeci sposób dla lubiących czytać książki.
Słówka, idiomy , przysłowia, z rysunkami lub bez można też umieszczać na ręcznie robionych ( na przykład z bloku techniczego, tektury) zakładek do książek. Na ten moment nie dysponuję zdjęciem moich, ale w najbliższym czasie dodam i to zdjęcie.
Czwarty sposób dla wszystkich.
Używajcie kolorów, nawet na listach słówek warto zaznaczyć każde albo co drugie innym kolorem, bo w ten sposób nasz mózg nie nudzi się w trakcie nauki, a dzięki temu, mimo że to się wydaje banalne, zapamiętujemy lepiej, szybciej i na dłużej.
Obiecane zdjęcie również wkrótce.
martes, 11 de junio de 2013
Materiały pomocne w nauce języków obcych
Dziś tekst
wyjątkowo po polsku ( wersja hiszpańska pojawi się za jakiś czas) głównie dlatego, że dzisiejsza notka dotyczyć
będzie materiałów pomocniczych do nauki języków obcych w ogóle, stąd też
zarówno tematyka, jak i podane przykłady niekoniecznie będą się odnosić wyłącznie
do języka hiszpańskiego.
Dlaczego
mówimy o materiałach pomocniczych, a nie metodach? Głównie dlatego, że zebrane
przez mnie pomysły dotyczą bardziej usprawnienia procesu nauki języka obcego,
nie stanowią w żadnym wypadku „ nowej niezawodnej metody”gdyż taka nie
istnieje. Wbrew temu o czym zapewniają autorzy niemal wszystkich podręczników
do nauki języków obcych, nie ma jednej idealnej metody, bo każdy z nas jest
inny i każdy z nas musi wypracować swój własny system uczenia się. Ponadto, coraz
częściej zapominamy, że gwarancja powodzenia w opanowaniu danego języka zależy
od nas samych bardziej niż od przyjętej metody. Można powiedzieć, że mamy do
czynienia z tym samym mechanizmem, co w przypadku „ cudownych tabletek
odchudzających”, które kuszą nas wizją spadającej wagi bez naszego czynnego
udziału, co jest oczywiście bardzo naciąganą interpretacją rzeczywistości.
Przejdźmy
jednak do rzeczy. Omawiane przeze mnie sposoby pomocnicze podzieliłam na parę
grup. Pierwsza z nich to domowa wersja
skomercjalizowanych produktów.
Jakiś czas
temu na polskim rynku pojawiły się karteczki do nauki słówek i gramatyki tzw.
Fiszki. Sam pomysł jest ciekawy i , o ile wiem, ten produkt cieszy się sporym
powodzeniem. Sama kupiłam z ciekawości jedno opakowanie i stwierdzam uczciwie,
że mają one sporo zalet.
Po pierwsze : Są dosyć wygodną
alternatywą dla tradycyjnego zeszytu, gdyż istotnie siedząc w autobusie ( o ile
dorwie się miejsce siedzące) albo czekając w kolejce można się językowo
edukować.
Po drugie : w przeciwieństwie do
zeszytu pozwalają na dokonanie selekcji, czyli oddzielenie słówek, które już
umiemy, od tych, których nie możemy zapamiętać.
Po trzecie : są zbiorem słownictwa albo
wybranego zakresu gramatycznego „ gotowym do spożycia”. Nie trzeba się męczyć
z szukaniem i wypisywaniem potrzebnych
słówek albo tworzeniem list czasowników do nauki. Dla „ zapracowanych” wydaje
się to idealnym rozwiązaniem.
Po czwarte: Niektóre wersje fiszek
zawierają też rysunki, co znaczenie ułatwia zapamiętywanie , szczególnie
idiomów, które istotnie, w większości przypadków, są bardzo obrazowe.
Jednak mimo
niekwestionowanych zalet gotowego produktu, mnie po jakimś czasie przestał on
wystarczać, nie dlatego, żebym miał jakieś niedociągnięcia, ale właśnie
ponieważ nie jest on w stanie ( i nie może ) zaspokoić indywidualnych potrzeb
każdego użytkownika, bo jakby nie było nie jesteśmy robotami o identycznych
mózgach. Ponieważ z drugiej strony, sam pomysł na fiszki jest bardzo przydatny,
postanowiłam dostosować go do moich potrzeb.
Pierwsza zmiana : fiszki zaczęłam
produkować sama. Kupiłam zwykły blok techniczny ( oraz skuszona promocją blok
techniczny z kolorowymi kartkami), długą linijkę, mazaki w różnych kolorach i
kalendarzyk kieszonkowy. Przyłożyłam kalendarzyk do kartki z bloku
technicznego, żeby odmierzyć wysokość fiszki, tam gdzie kończy się górną
krawędź kalendarzyka zrobiłam kreskę, do której znów przyłożyłam kalendarzyk.
Do krótkich kresek przyłożyłam długą linijkę i dorysowałam ołówkiem
przedłużenie tym sposobem kartka jest podzielona na pasy, które wystarczy
poodcinać nożyczkami. Odcięte pasy zbieramy w kupkę, na początek kupki
przykładamy kalendarzyk i tam gdzie się kończy odcinamy brzeg nożyczkami. I tak
tniemy aż do końca pasów i otrzymujemy gotowe fiszki. Ja osobiście użyłam jako
wzoru kalendarzyka, bo wolę większe fiszki niż te proponowane przez różne
wydawnictwa, to po pierwsze. Po drugie, mój mózg bardziej stymulują fiszki
kolorowe z napisami wykonanymi kolorowymi mazakami. Po trzecie, na
własnoręcznie zrobionych fiszkach, możemy zawrzeć o wiele więcej słów. Możemy,
na przykład , stworzyć sobie swój własny słownik tematyczny, dajmy na to,
przerabiamy dział jedzenie,
wypisujemy więc na kartce wszystkie potrzebne nam słowa, a potem, po otrzymaniu
listy interesujących nas słów, przenieść je na fiszki.
W oparciu o
fiszki ( i w tym momencie nie ma znaczenia, czy chodzi o te domowe czy o te ze
sklepu) można również w pełni wykorzystać wyniki badań nad pamięcią. Otóż
okazuje się, że im dłużej powtarzamy dane słówko, tym lepiej zapada nam w
pamięć, co jednak zrobić z tymi, które w żaden sposób do głowy nam nie wchodzą?
Ja robię tak : co drugi lub co trzeci dzień sporządzam fiszki z około 20-30
nowych słówek, oczywiście uczę się ich i po skończonej nauce odkładam je do
małych foliowych torebeczek i wkładam do środka kartkę z datą. Za jakiś czas (
a konkretniej w momencie robienia nowego zestawu) wyciągam zestaw z poprzednich
dni i sprawdzam, czy pamiętam wszystkie słówka, jeśli okazuje się, że nie, te,
których mój mózg nie zanotował, przekładam do aktualnego zestawu i tak w
nieskończoność tudzież do momentu opanowania wszystkich słów.
Jeśli należycie do osób bardzo bardzo zorganizowanych ( ja, niestesty nie, chociaż nieustannie próbuję) można zastosować system tygodniowy. To znaczy : codzienne albo w ustalone dni tygodnia sporządzacie nowe fiszki z powiedzmy 10-15 słówkami, przed zrobieniem nowego zestawu, robicie powtórkę z poprzedniego/poprzednich, a w niedzielę robicie powtórkę generalną z całego tygodnia i zamykacie bazarek tygodniowy.
Oczywiście istnieją aplikacje internetowe tego typu ( o ile dobrze pamiętam program Profesor Henry wykorzystuje motyw codziennych powtórek), niemniej jednak mnie komputer rozprasza i wiem, że gdybym go włączyła nawet w celu zrobienia powtórki, szybko straciłabym kolejnych parę godzin na Facebooku, dlatego w moim przypadku wersja ręczna sprawdza się lepiej.
Jedynym minusem
tej metody jest pomieszanie słówek, niemniej jednak, ponieważ wszystkie moje
fiszki są w miarę uporządkowane, zawsze można je poodkładać do odpowiedniej
kupki, jeśli ktoś czuje taką potrzebę.
Drugim
produktem obecnym zarówno na rynku wydawniczym, jak i absolutnie wykonalnym w
warunkach domowych są naklejki z nazwami
przedmiotów w językach obcych. Sam pomysł nie jest chyba szczególnie
innowacyjny, bo moja koleżanka ze Stanów mówiła mi o tej metodzie dużo
wcześniej , niemniej jednak wydaje mi się warta przytoczenia.
Na samym
początku pomysł wydał mi się bardzo intersujący i faktycznie przydatny. Jednak
po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie do końca da się ją
zaaplikować w przypadku każdego mieszkania, bo nie sądzę, aby łatwo nam
przyszło oszpecić sobie meble, komputer albo inne domowe sprzęty, szczególnie
że z reguły uczymy się więcej niż jednego języka w związku z czym,
potrzebowalibyśmy więcej niż jedną naklejkę. Poza tym, wyobraźcie sobie minę
rodziców albo współlokatorów albo partnerów na widok zalepionego mieszkania. Jasne,
że znajdą się osoby, dla których względy estetyczne mają umiarkowane znaczenie,
ale przynajmniej u mnie taka opcja nie wchodzi raczej w grę.
Z drugiej
jednak strony sam pomysł słówka umieszczonego na naklejce nie jest zły. W
sklepie papierniczym kupiłam zestaw białych naklejek i umieszczam na nich albo
słówko z tłumaczeniem, albo same słówko w języku obcym albo jakiś w miarę
krótki idiom. Następnie naklejam taki twór na okładkę zeszytu, segregator,
piórnik, cos czego często używam i na co często patrzę i tym sposobem od
niechcenia zapamiętuję zawartość.
Wielu z Was pewnie pomyślało, że wszystko fajnie, ale takie robienie takich fiszek i wyklejanek zabiera mnóstwo czasu, owszem, ale właśnie o to chodzi w języku, żeby poświęcić mu czas i aktywować obie półkule mózgu ( za pomocą czynności manualnych, które niewątpliwie trzeba wykonać). Szybciej i łatwiej jest użyć aplikacji internetowej, tyle że ta metoda się sprawdza jeśli naszym celem jest zaliczenie sprawdzianu, a nie efektywna i długotrwała nauka języka obcego. Oczywiście do każdego należy wybór najlepszej dla niego metody nauki, ale jestem pewna, że niektórym z Was pomoce naukowe w postaci ręcznie zrobionych fiszek, przypadnie do gustu.
Pierwszą
grupę środków pomocniczych mamy już za sobą, w najbliższym czasie ( o ile ten
właśnie czas mi na to pozwoli) przejdziemy do drugiej grupy, czyli pomocy
niemożliwych do skomercjalizowania ( i całe szczęście, w końcu nie wszystko jest na sprzedaż ).
Gdyby jednak ktoś koniecznie był zainteresowany tylko gotowymi fiszkami, poniżej przeklejam adresy stron wydawnictw albo sklepów, które taki gotowy produkt oferują :
http://www.fiszki.pl/
http://www.matras.pl/pons-fiszki-angielski-slownictwo-podstawowe.html
Gdyby jednak ktoś koniecznie był zainteresowany tylko gotowymi fiszkami, poniżej przeklejam adresy stron wydawnictw albo sklepów, które taki gotowy produkt oferują :
http://www.fiszki.pl/
http://www.matras.pl/pons-fiszki-angielski-slownictwo-podstawowe.html
Suscribirse a:
Entradas (Atom)
