martes, 3 de septiembre de 2013
Jak znaleźć mieszkanie w Hiszpanii
(This image belongs to Anajr and was shared under the Creative Common License consulted 3.09.2013)
Mimo że parę miesięcy temu w prasie i telewizji pojawiały się głosy związane z końcem programu Erasmus, jak na razie stypendia wyjazdowe nadal są przyznawane, a co za tym idzie, wciąż coraz to nowe osoby decydują się na wyjazd do Hiszpanii na jeden lub dwa semestry.
I mimo że zdecydowana większość "Erasmusów" uważa okres spędzony w innym kraju za najlepszy czas w ich życiu, początki nie są łatwe, zwłaszcza jeśli chodzi o szukanie mieszkania.
A zatem do rzeczy:
Lepiej wynająć pokój czy szukać akademika?
W Hiszpanii, w przeciwieństwie do Polski, akademiki (residencias de estudiantes) są dosyć drogie, dlatego zupełnie nie opłaca się składać tam podania. Taniej i lepiej jest wynająć sobie pokój od osoby prywatnej.
Wyjątkiem jest Barcelona, gdzie ceny są oczywiście przechodzące ludzkie wyobrażenie, więc szczególnie jeśli wybieracie się na Universitat Autònoma de Barcelona (który dodatkowo jest godzinę drogi z centrum Barcelony), lepiej rozważyć zamieszkanie w Vila Universitaria.
Lepiej dzielić mieszkanie z współlokatorami czy właścicielem?
Odpowiedź wydaje się raczej oczywista. Dodam jednak, że mieszkanie z właścielem lokum jest dobrym rozwiązaniem dla osób, które
- są dosyć niesamodzielne i nie mają ochoty się przejmować takimi rzeczami, jak konieczność założenia Internetu, awarią światła, sprzętów AGD itd
- nie lubią imprezowego trybu życia i chcą mieć tzw święty spokój
Lepiej mieszkać z Erasmusami czy z Hiszpanami?
Tu opinie są podzielone. Jedni uważają, że najlepiej mieszkać z samymi Hiszpanami, bo wtedy ćwiczymy hiszpański. Niby tak, w praktyce jednak trzeba pamiętać o paru rzeczach:
- nie wszyscy Hiszpanie są tak otwarci na obcokrajowców, jak nam się może wydawać, w związku z czym może się zdarzyć tak,że nasi wspólokatorzy nie będą wcale zainteresowani integracją.
- wynajmując mieszkanie z Hiszpanami (studentami lub ludźmi już pracującymi) nie dzielimy z nimi ich rozkładu dnia,zajęć lub imprez, w związku z tym możemy w pewnym momencie czuć się towarzysko osamotnieni.
No chyba że trafimy na "proerasmusowych" Hiszpanów, wtedy powyższe ewentualności w ogóle nie wchodzą w grę.
Jak można się łatwo domyślić, alternatywą dla hiszpańskich współlokatorów, jest dzielenie mieszkania z innymi Erasmusami (całkiem jak w filmie Auberge espagnole). W tym przypadku możemy być pewni, że nie będziemy się czuć samotni i będziemy razem przeżywać życie erasumsowe, choć oczywiście minus jest taki, że hiszpańskiego nauczymy się źle (bo będziemy powielać błędy), albo wcale (bo będziemy sie porozumiewać po angielsku).
Czy warto mieszkać z Polakami?
Wszystko zależy od tego, co kto lubi. Moim zdaniem mieszkanie z Polakami nie ma sensu, gdyż w końcu nie po to jedziemy do innego kraju, żeby czuć się jak w Polsce. Chociaż z drugiej strony są też osoby, które twierdzą, że czasami fajnie po prostu pogadać z kimś w naszym języku i o naszych sprawach.
Szukać mieszkania przez Internet czy na miejscu?
Tak naprawdę wszystko zależy od naszego charakteru, jeśli wolimy mieć wszystko załatwione z góry, lepiej szukać przez Internet z wyprzedzeniem. Trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach:
- wielu właścicieli chce zaliczki (fianza) jeszcze przed wynajęciem mieszkania, a zatem podejmujemy ryzyko ewentualnej utraty pieniędzy, jeśli trafimy na nieodpowiedzialnego właściciela.
- nie wszyscy właściciele są słowni i czasem zdarza się tak, że pomimo wstępnie podpisanej umowy, kiedy przyjeżdżamy na miejsce okazuje się ona nieważna, więc i tak musimy szukać od nowa na miejscu.
A ponieważ wynajem mieszkań jest w Hiszpanii dosyć popularnym procederem, zazwyczaj nie ma problemu ze znalezieniem pokoju, więc spokojnie można sobie pojechać tydzień wcześniej do Hiszpanii, wynająć łóżko w hostelu i szukać już na miejscu, czego zaletą jest fakt, że możemy obejrzeć na własne oczy zarówno nasz przyszły pokój, jak i współlokatorów.
Tak czy inaczej zawsze należy domagać się podpisania umowy. Dzięki temu oszczędzamy sobie bowiem mnóstwa problemów, a jeśli w ekstremalnym przypadku musielibyśmy się udać na policję, aby złożyć skargę na niesumiennego właściciela, bez umowy w ogóle nie będą chcieli z nami rozmawiać.
Gdzie szukać mieszkania?
Przez Internet: ciężko podawać konkretne strony, bo każdy ma swoje upodobania co do wyglądu i sposobu wyszukiwania informacji na takowej, dlatego poniżej podaję słowa klucze, które wystarczy wpisać w Google, by otrzymać interesujące nas rezultaty:
alquilar un piso (nazwa miasta)
alquilar una habitación
pisos en alquiler (nazwa miasta)
pisos compartidos (nazwa miasta)
busco compañeros de piso
Na niektórych stronach możemy również sami zamieścić ogłoszenie o tym, że szukamy pokoju do wynajęcia i od razu podać, w jakiej okolicy i z kim chcemy mieszkać. Jednak jest to bardziej pasywna metoda poszukiwań, w związku z czym lepiej samemu wysyłać maile do poszukujących współlokatorów osób.
Ogłoszeniodawcy z kolei to zarówno właściciele mieszkań, jak i lokatorzy, którzy w celu zmniejszenia kosztów sami szukają osoby, która może i chce wynająć z nimi mieszkanie.
Moim zdaniem lepiej kontaktować się z lokatorami, bo wtedy od razu wiemy z kim będziemy mieszkać, chyba że ktoś od razu woli znać czarno na białym warunki wynajmu, wtedy lepiej rozmawiać bezpośrednio z właścicielem.
Przez ORI- ten tajemniczy skrót to nic innego jak Oficina de Relaciones Internacionales, czyli odpowiednik Biura Erasmusa, gdzie znajdziemy listę mieszkań do wynajęcia, a może i w kolejce poznamy przyszłych współlokatorów.
Szukanie mieszkania przez ORI jest chyba najlepszą opcją dla tych, którzy w dniu przyjazdu do Hiszpanii po hiszpańsku albo nie mówią wcale, albo bardzo słabo.
Przez Facebook'a- każdego roku studenci zrzeszeni w organizacji ESN zakładają na FB otwarte lub zamknięte profile grup, na których osoby, które będą brały udział w wymianie Erasmus mogą publikować różne ogłoszenia, między innymi te mieszkaniowe.
miércoles, 21 de agosto de 2013
Dos en uno: chuleta
Como en una semana muchos de vosotros volvéis ya a la escuela, hoy hablaremos de algo relacionado al mismo tiempo con lo agradable y lo desagradable.
Chuleta: por un lado es algo sabroso (obviamente para los carnívoros) porque es lo que en polaco llamamos kotlet.
Por otro lado la chuleta es lo que preparamos en casa cuando no hemos tenido tiempo o ganas de estudiar para un examen, lo que en polaco llamamos: ściąga.
Chuleta: por un lado es algo sabroso (obviamente para los carnívoros) porque es lo que en polaco llamamos kotlet.
(This image belongs to andres9533 and was shared under the Creative Common License consulted 21.08.2013)
(This image belongs to agvnono and was shared under the Creative Commons License 21.08.2013)
Etykiety:
chuleta en polaco,
español en imágenes,
kotlet po hiszpansku,
sciaga po hiszpansku,
vocabulario espanol,
vocabulario polaco,
vocabulario/słówka
domingo, 11 de agosto de 2013
¿Yankee o yonkie?
Aunque las dos palabras son parecidas a primera vista, significan cosas totalmente distintas.
Yankee es una palabra coloquial para hablar de los estadounidenses.
Yonki/ Yonkie aunque también es coloquial sirve para hablar de los drogaticos.
Para no confundir esas dos palabras, siempre podéis asociar yankee con el cantante Daddy Yankee mientras que la palabra yonki puede haceros pensar en la página web Series Yonkis.
Yankee es una palabra coloquial para hablar de los estadounidenses.
Yonki/ Yonkie aunque también es coloquial sirve para hablar de los drogaticos.
Para no confundir esas dos palabras, siempre podéis asociar yankee con el cantante Daddy Yankee mientras que la palabra yonki puede haceros pensar en la página web Series Yonkis.
lunes, 29 de julio de 2013
Jaki napój/alkohol zamówić w hiszpańskim barze?
Co zamówić w hiszpańskim barze?
Niezależnie
od tego, czy jedziemy do Hiszpanii na krótki (na przykład wakacje) czy
długi (na przykład Erasmus) pobyt, jednym z miejsc, które na pewno
odwiedzimy będzie bar.
Jednak, jak łatwo się
domyślić, oferta alkoholowa hiszpańskich barów różni się od tej
dostępnej w Polsce, dlatego poniżej znajdziecie krótkie (i na pewno
niekompletne, ale to kwestia czasu) zestawienie najbardziej popularnych
napojów, które możecie zamówić w Hiszpanii.
El Vino/Wino:
Calimocho: mieszanka
słabej jakości wina i coli. Calimocho można również zobaczyć w wersji
"zrobionej w domu", czym najczęściej będzie ogromna butelka Coli ze złej
jakości winem i colą w środku. Jakkolwiek obrzydliwe i "menelskie" może
się to wydawać, Calimocho jest naprawdę popularnym napojem w
Hiszpanii.
Mosto: wprawdzie jest to napój całkowicie bezalkoholowy, za to dostępny w hiszpańskich barach. Mosto jest czymś podobnym do soku z winogron, jednak w przeciwieństwie do tego znanego z Polski, jest gęstszy, słodszy, a nawet troszkę mdły.
Tinto de verano: mieszanka słabej jakości czerwonego wina z oranżadą. To że wino jest słabej jakości, nie świadczy bynajmniej o tym, że cały napój nie jest wart naszej uwagi. Mieszanka wina i napoju gazowanego smakuje dobrze, pod tym właśnie dziwnym warunkiem, że nie jest to wino z wysokiej półki.
Sangría: chyba najbardziej znany hiszpański napój alkoholowy, czyli czerwone wino, owoce cytrusowe, wzmacniacze smaku, cukier oraz mieszanka mocniejszych alkoholi typu likier.
Tinto de verano i sangríę możemy zamówić albo na "szklanki" albo (choć to się częściej zdarza w restauracjach) jako cały dzbanek. (una jarra de cerveza, una jarra de tinto de verano, una jarra de sangría)
Skoro jesteśmy
przy temacie win, chciałabym wspomnieć o napoju alkoholowym, którego
wprawdzie nie spożywa się w barach, ale które jest typowe dla jednego z
hiszpańskich (jeszcze ciągle) regionów, czyli Katalonii. El cava, bo o
tym napoju mowa jest czymś na podobieństwo szampana i będąc w Hiszpanii
na pewno warto zaopatrzyć się chociażby w jedną butelkę tego
katalońskiego specjału, chociażby po to, aby samemu ocenić, czy jest
lepsze, gorsze czy takie samo w smaku jak szampan.
El vodka y los licores / Wódka i likiery:
Chupito: mały
kieliszek mocnego alkoholu, najczęściej jest to wódka z dodatkami, ale
bazą mogą być również takie alkohole jak gin, rum itd. Chupitos można
dostać również w specjalnych barach specjalizujących się tylko w
serwowaniu tego typu trunków. Rozpoznać je można bardzo łatwo, gdyż z
reguły nazywają się Chupitería. Niemniej jednak nie polecam picia wódki w
Hiszpanii, gdyż w porównaniu z polską jest ona zwyczajnie średniej,
żeby nie powiedzieć kiepskiej, jakości.
Cóctel: mimo że w pierwszym odruchu być może utożsamiamy to słowo z koktajlem będącym połączeniem mleka i owoców (jednak tenże nazywamy el batido), dla Hiszpanów un cóctel oznacza połączenie mocnego alkoholu z innym dodatkiem, czyli innymi słowy to, co dla nas oznacza drink. Od chupito odróżnia go przede wszystkim wielkość, a także proporcje alkoholu i dodatków.
A zatem z czego możemy zrobić drink, a w Hiszpanii "koktajl":
- el Vodka - wódka (tak, tak dla Hiszpanów jest rodzaju męskiego)
- el Brandy - Brandy
- la Ginebra - Gin
- el Ron - Rum
- el Whisky (nazywane, a raczej zapisywanie również tak: güisqui)
- la Tequila - Tequila
- el Coñac - Koniak
- la Absenta - Absynt
La cerveza/Piwo:
Caña: niedokładny odpowiednik kufla piwa, niedokładny dlatego, że wielkością i kształtem naczynie, w którym owe piwo dostaniemy, bardziej przypomina polską szklankę niż kufel.Cerveza de barril: lane piwo, choć częściej używa się wyrażenia caña
Clara con gaseosa: piwo z dodatkiem oranżady, ma nieco jaśniejszy kolor od zwykłego piwa, rzecz jasna z powodu obecności oranżady.
Clara con limón: piwo z dodatkiem napoju typu Fanta cytrynowa tudzież jej zamiennik zależnie od baru.
Shandy: piwo wymieszane z aromatem z cytryny, różnica między shandy, a clara polega na tym, że shandy dostaniemy fabrycznie przygotowane w butelce, a clara jest wytwarzana, a raczej mieszana na miejscu.
Wspominając kwestię piw warto podkreślić jedną ważną rzecz (która będzie istotna dla Polaków) hiszpańskie piwo nie jest podawane w dużych kuflach jak w Polsce, a dostępna pojemność butelek to 200 ml (botellín), 330 ml (botella) oraz 1000 ml (litrona), jednak ta ostatnia wielkość butelki do kupienia jest jedynie w supermarkecie, nigdy w barach. Poniżej znajdziecie dokładniejszy spis wielkości butelek lub kufli.
Jeśli chodzi z kolei o zawartość procentową alkoholu w hiszpańskich piwach (wyłączając oczywiście piwa bezalkoholowe) to waha się ona pomiędzy 4,8 a 6,5 %. Co do piw bezalkoholowych nie wszyscy wiedzą, że Hiszpania jest jednym z największych producentów i konsumentów tej wersji złocistego napoju.
Poniżej krótkie zestawienie rodzajów piwa, jakie można zamówić w barze:
W barze można zamówić piwo:
del grifo (piwo lane, a dokładniej tłumacząc z "kranu") / del tirador / de barril
- una caña - 200 mililitrów
- una caña doble - 350 mililitrów
- un tubo - 330 mililitrów
- una jarra - 500 mililitrów (dzbanek)
las botellas
- un tercio - 330 militrów
- un quinto - 200 mililitrów
W supermarkecie natomiast, jak już wspomniałam wyżej, można kupić litrową butelkę piwa, zwaną:
- una litrona
Jakich piw warto spróbować w Hiszpanii?
Mówiąc o piwie wypada również napisać, jakich marek warto spróbować i gdzie (tak, tak, Hiszpanie twierdzą, że jakość tego samego piwa zmienia się ze względu na region i chyba wypada nam w to wierzyć)- Mahou (w całej Hiszpanii)
- Estrella Galicia (ale tylko w Galicji)
- Cruzcampo (ale tylko w Andaluzji)
- Alhambra (ale tylko w Andaluzji)
Na koniec kilka słów o hiszpańskich wyrażeniach, które służą do wznoszenia toastu. Oczywiście oprócz standardowego ¡salud! (na zdrowie!), usłyszycie jeszcze z pewnością:
¡Arriba! ¡Abajo! ¡Al centro! Y pa'dentro
(W górę! W dół! Na środek! Do środka!)
Ostatnią ważną informacją związaną z piciem alkoholu w Hiszpanii jest kwestia prowadzenia samochodu. W przeciwieństwie do Polski, gdzie podczas kontroli wynik alkometru musi równać się 0,0 promila, w Hiszpanii dopuszczalna zawartość alkoholu we krwi to 0,5 promila (0,25 w wydychanym powietrzu), co nie oznacza oczywiście, że należy tego prawa nadużywać.
Etykiety:
alkohol w Hiszpanii,
bar w Hiszpanii,
co zamówić w Hiszpanii,
erasmus hiszpania alkohole,
hiszpanski toast,
hiszpańskie alkohole,
toast po hiszpansku,
zycie w Hiszpanii
sábado, 27 de julio de 2013
Co warto zabrać z sobą w podróż do Hiszpanii
Jako że są wakacje i na pewno nikt nie myśli o nauce hiszpańskiego ( ani żadnego innego języka- i słusznie, wakacje są po to, żeby odciąć dopływ informacji do mózgu) zamiast kolejnych słówek albo gramatyki, chciałabym się podzielić z Wami obiektywno-subiektywnym zestawieniem rzeczy, w które warto się zaopatrzyć przed dłuższym pobytem w Hiszpanii.
Lista rzeczy przydatnych w Hiszpanii i tych, o których trzeba pamiętać przed wyjazdem:
Artykuły biurowe: szczególnie długopisy i zeszyty, które, nie wiedzieć czemu, są w Hiszpanii koszmarnie drogie. Oczywiście jadąc na wakacje, jest to zupełnie zbędny wydatek, ale już w przypadku wyjazdu na Erasmusa (biorąc pod uwagę wysokość, a raczej skromność stypendium) staje się wydatkiem całkiem zalecanym.
Leki przeciw grypie/przeziębieniu: argument pierwszy jest taki, że oczywiście są droższe niż w Polsce, argument drugi natomiast jest związany bardziej z polityką zdrowotną danego kraju. Otóż lekarze w Hiszpanii nie są tak skłonni jak w Polsce do przepisywania antybiotyków ani leków ciężkiego kalibru na pierwszej wizycie. Niezależnie od regionu, w którym jesteście, możecie być pewni, że w przypadku grypy/przeziębienia zgłoszonych u lekarza, każe Wam brać paracetamol i popijać ciepłym mlekiem z dodatkiem miodu w związku z czym, zamiast próbować skuteczność karty EKUZ zagranicą, wystarczy w zupełności zaopatrzyć się albo w pokłady paracetamolu, albo w bardziej polskie leki jeszcze przed wyjazdem.
Herbata i mały czajnik elektryczny: jak powszechnie wiadomo w krajach typu Francja, Włochy, Hiszpania czy Portugalia herbata jest napojem mało docenianym i mało popularnym. Prawdę mówiąc: amatorzy herbaty są postrzegani jako dziwacy w związku z tym po pierwsze: w sklepach znajdziemy zaledwie trzy albo cztery rodzaje herbaty, które w dodatku mają dziwny (w porównaniu z polskimi) smak. Po drugie: w większości hiszpańskich mieszkań (również tych do wynajęcia) próżno szukać czajników elektrycznych do produkcji wody na herbatę, ponieważ (tak, tak) Hiszpanie podgrzewają wodę (i wszystko inne) w mikrofalówce. Możecie sobie wyobrazić poziom wrzenia z czajnika i ten z mikrofali, a w konsekwencji smak herbaty i podjąć słuszną decyzję.
Kosmetyki: tym razem nie chodzi o ceny, ale o wybór. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do nieskończonej ilości szamponów, balsamów, odżywek od których uginają się półki Rossmana. Problem jednak polega na tym, że w Hiszpanii nie ma Rossmana, ani niczego podobnego. W związku z czym do wybory mamy kosmetyki z supermarketu, albo te z Sephory tudzież Douglasa.
Oczywiście w niektórych miastach można znaleźć pojedyncze prywatne drogerie, niemniej jednak tym, którym nie chce się szukać, polecam zakupy przedywyjazdowe w Polsce.
Kosmetykiem, który warto kupić w Polsce jest mleczko/krem do opalania, które u nas nie są tanie, ale ponieważ są dosyć popularne, kosztują o wiele mniej niż w Hiszpanii.
Poduszka/Jasiek: poziom konieczności zakupu/ przewozu tego przedmiotu z Polski zależy od tego, jak bardzo Wam jest obojętna kwestia snu. Hiszpańskie poduszki (ani sposób ścielenia łóżka) w niczym nie przypominają polskich, gdyż mają formę " miękkich wałków" i , przynajmniej moim zdaniem, są o wiele mniej wygodne niż polskie poduszki, dlatego też mały jasiek w Hiszpanii jest szczególnie przydatny.
Soczewki kontaktowe: są o wiele droższe niż w Polsce, dlatego warto zaopatrzyć się w zapasowe sztuki, żeby niepotrzebnie nie przepłacać. Natomiast nie opłaca się zupełnie wieźć zapasowego płynu do soczewek, gdyż jego cena (około 9-10 euro zależnie od marki) jest zbliżona do polskich warunków.
Co trzeba i warto wiedzieć jadąc lub będąc w Hiszpanii:
Idąc do banku, trzeba iść rano: Nie wiadomo z jakiego powodu banki w Hiszpanii są otwarte od 8.00 do 13.00, 14.00 w związku z tym szczególnie jeśli ktoś jest na praktykach Erasmus w Hiszpanii, musi się liczyć z tym, że będzie trzeba wziąć dzień albo parę godzin wolnego, żeby załatwić niezbędne formalności.
Wprawdzie raz w tygodniu banki mają "popołudniowy dyżur", niemniej jednak, jak możecie sobie wyobrazić, wtedy są największe kolejki, więc może czasem warto jednak iść wcześniej.
Płacąc kartą zawsze trzeba pokazać dokument tożsamości: w Polsce teoretycznie też, jednak, jak jest w praktyce, wszyscy wiemy. Hiszpanie pod tym względem są o wiele bardziej zorganizowani i w zasadzie nie istnieje możliwość ominięcia tej zasady. Co więcej, jeśli nie damy dowodu tożsamości razem z kartą płatniczą, będą się na nas patrzeć co najmniej dziwnie.
Teoretycznie, jako obywatele UE, mamy pełne prawo posługiwać się dowodami osobistymi, jednakże w praktyce Hiszpanie wolą oglądać paszporty, więc jeśli ktoś chce uniknąć niepotrzebnych dyskusji, dla świętego spokoju lepiej od razu pokazać paszport.
Adres zamieszkania jest ważny w przypadku wizyty u lekarza: nawet jako obcokrajowiec musimy dostosować się do hiszpańskiego systemu opieki medycznej. Otóż, jeśli mamy potrzebę udania się do lekarza, mamy prawo iść tylko do tej przychodni, do której obszaru należy ulica, na której wynajmujemy mieszkanie. W większości przypadków, nie mamy bladego pojęcia o tym, do jakiego rejonu należy nasza ulica, ale w takim wypadku najlepiej zapytać o to właściciela mieszkania albo współlokatorów.
Oczywiście udając się do lekarza, musimy mieć z sobą Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, gdyż inaczej nie mamy podstawy do ubiegania się o poradę lekarską.
Supermarkety lepiej odwiedzać przed weekendem: w przeciwieństwie do Polski supermarkety (i 95% reszty sklepów) są w niedziele zamknięte całkowicie, z kolei godziny otwarcia w soboty zależy od wielkości i polityki miasta/regionu, w którym jesteśmy.
Zdjęcie blokady SIM z telefonu: blokady SIM oczywiście trzeba się pozbyć, żeby móc używać hiszpańskiej karty bez potrzeby kupowania drugiego telefonu, niemniej jednak lepiej zrobić to w Polsce, gdyż po prostu zapłacimy o połowę mniej za tę samą czynność.
Papierosy: o ile w Polsce można je kupić dosłownie wszędzie (kioski Ruchu, supermarkety, małe sklepy spożywcze, stacje benzynowe itd itp) , o tyle w Hiszpanii trzeba się udać do estanco, czyli sklepu specjalizującego się w sprzedaży papierosów i akcesoriów tytoniowych, którego logo zazwyczaj wygląda tak:
Lista rzeczy, które w Hiszpanii nie są problemem:
Woda mineralna z butelki: woda z kranu w Hiszpanii jest o wiele lepszej jakości niż w Polsce, nie czuć w niej chloru, ani innych zanieczyszczeń, a zatem zamiast wydawać (albo nosić codziennie butelki) pieniądze na wodę mineralną, wystarczy kupić jedną butelkę i napełniać w razie potrzeby.
Godziny otwarcia sklepów: w przeciwieństwie do Polski w Hiszpanii jest zupełnie normalną rzeczą robić zakupy o 20.00 (niektóre sklepy odzieżowe, sklepy z pamiątkami, kioski), a nawet 21.00 (supermarkety, apteki). Niemniej jednak trzeba pamiętać, że niektóre są zamknięte 2-3 godziny po południu, chociaż w przypadku sklepów wielkopowierzchniowych ten zwyczaj zanika.
Sposób doładowania telefonu: jest wygodniejszy niż w Polsce, ponieważ polskie firmy telekomunikacyjne narzucają wysokość doładowania, podczas gdy w Hiszpanii wystarczy pójść do pierwszego lepszego kiosku lub punktu sprzedaży danego operatora, podać kwotę, za którą chcemy doładować, podać numer telefonu i zapłacić. Niemal natychmiast otrzymujemy powiadomienie o doładowaniu smsem. Jedyne warunki do spełnienia to posiadanie hiszpańskiego numeru (niestety z polską kartą sim niewiele da się zrobić) i podanie go w prawidłowy sposób, żeby przypadkiem nie doładować komuś innemu.
Znalezienie mieszkania: nawet jeśli z powodu kryzysu popularność mieszkań dzielonych z innymi ludźmi spada, zarówno liczba mieszkań do wynajęcia, jak i osób chętnych do dzielenia z kimś przestrzeni życiowej jest o wiele wyższa niż w Polsce. Dlatego też wyjeżdżając na Erasmusa nie ma co się martwić na zapas brakiem lokum, ponieważ z reguły nawet będąc w Hiszpanii na tydzień lub dwa tygodnie przed rozpoczęciem zajęć na uniwersytecie, mamy wystarczająco dużo czasu, żeby wynająć pokój czy też całe mieszkanie.
Przechodzenie na czerwonym świetle: mimo że teoretycznie, tak jak w Polsce, przechodzenie na czerwonym świetle lub też w miejscu niedozwolonym jest niezgodne z prawem, w Hiszpanii takie wykroczenie nie jest sankcjonowane, dlatego też bez obaw można przechodzić w zasadzie wszędzie, pod warunkiem, że nic nie jedzie oczywiście.
Lista rzeczy przydatnych w Hiszpanii i tych, o których trzeba pamiętać przed wyjazdem:
Artykuły biurowe: szczególnie długopisy i zeszyty, które, nie wiedzieć czemu, są w Hiszpanii koszmarnie drogie. Oczywiście jadąc na wakacje, jest to zupełnie zbędny wydatek, ale już w przypadku wyjazdu na Erasmusa (biorąc pod uwagę wysokość, a raczej skromność stypendium) staje się wydatkiem całkiem zalecanym.
Leki przeciw grypie/przeziębieniu: argument pierwszy jest taki, że oczywiście są droższe niż w Polsce, argument drugi natomiast jest związany bardziej z polityką zdrowotną danego kraju. Otóż lekarze w Hiszpanii nie są tak skłonni jak w Polsce do przepisywania antybiotyków ani leków ciężkiego kalibru na pierwszej wizycie. Niezależnie od regionu, w którym jesteście, możecie być pewni, że w przypadku grypy/przeziębienia zgłoszonych u lekarza, każe Wam brać paracetamol i popijać ciepłym mlekiem z dodatkiem miodu w związku z czym, zamiast próbować skuteczność karty EKUZ zagranicą, wystarczy w zupełności zaopatrzyć się albo w pokłady paracetamolu, albo w bardziej polskie leki jeszcze przed wyjazdem.
Herbata i mały czajnik elektryczny: jak powszechnie wiadomo w krajach typu Francja, Włochy, Hiszpania czy Portugalia herbata jest napojem mało docenianym i mało popularnym. Prawdę mówiąc: amatorzy herbaty są postrzegani jako dziwacy w związku z tym po pierwsze: w sklepach znajdziemy zaledwie trzy albo cztery rodzaje herbaty, które w dodatku mają dziwny (w porównaniu z polskimi) smak. Po drugie: w większości hiszpańskich mieszkań (również tych do wynajęcia) próżno szukać czajników elektrycznych do produkcji wody na herbatę, ponieważ (tak, tak) Hiszpanie podgrzewają wodę (i wszystko inne) w mikrofalówce. Możecie sobie wyobrazić poziom wrzenia z czajnika i ten z mikrofali, a w konsekwencji smak herbaty i podjąć słuszną decyzję.
Kosmetyki: tym razem nie chodzi o ceny, ale o wybór. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do nieskończonej ilości szamponów, balsamów, odżywek od których uginają się półki Rossmana. Problem jednak polega na tym, że w Hiszpanii nie ma Rossmana, ani niczego podobnego. W związku z czym do wybory mamy kosmetyki z supermarketu, albo te z Sephory tudzież Douglasa.
Oczywiście w niektórych miastach można znaleźć pojedyncze prywatne drogerie, niemniej jednak tym, którym nie chce się szukać, polecam zakupy przedywyjazdowe w Polsce.
Kosmetykiem, który warto kupić w Polsce jest mleczko/krem do opalania, które u nas nie są tanie, ale ponieważ są dosyć popularne, kosztują o wiele mniej niż w Hiszpanii.
Poduszka/Jasiek: poziom konieczności zakupu/ przewozu tego przedmiotu z Polski zależy od tego, jak bardzo Wam jest obojętna kwestia snu. Hiszpańskie poduszki (ani sposób ścielenia łóżka) w niczym nie przypominają polskich, gdyż mają formę " miękkich wałków" i , przynajmniej moim zdaniem, są o wiele mniej wygodne niż polskie poduszki, dlatego też mały jasiek w Hiszpanii jest szczególnie przydatny.
Soczewki kontaktowe: są o wiele droższe niż w Polsce, dlatego warto zaopatrzyć się w zapasowe sztuki, żeby niepotrzebnie nie przepłacać. Natomiast nie opłaca się zupełnie wieźć zapasowego płynu do soczewek, gdyż jego cena (około 9-10 euro zależnie od marki) jest zbliżona do polskich warunków.
Co trzeba i warto wiedzieć jadąc lub będąc w Hiszpanii:
Idąc do banku, trzeba iść rano: Nie wiadomo z jakiego powodu banki w Hiszpanii są otwarte od 8.00 do 13.00, 14.00 w związku z tym szczególnie jeśli ktoś jest na praktykach Erasmus w Hiszpanii, musi się liczyć z tym, że będzie trzeba wziąć dzień albo parę godzin wolnego, żeby załatwić niezbędne formalności.
Wprawdzie raz w tygodniu banki mają "popołudniowy dyżur", niemniej jednak, jak możecie sobie wyobrazić, wtedy są największe kolejki, więc może czasem warto jednak iść wcześniej.
Płacąc kartą zawsze trzeba pokazać dokument tożsamości: w Polsce teoretycznie też, jednak, jak jest w praktyce, wszyscy wiemy. Hiszpanie pod tym względem są o wiele bardziej zorganizowani i w zasadzie nie istnieje możliwość ominięcia tej zasady. Co więcej, jeśli nie damy dowodu tożsamości razem z kartą płatniczą, będą się na nas patrzeć co najmniej dziwnie.
Teoretycznie, jako obywatele UE, mamy pełne prawo posługiwać się dowodami osobistymi, jednakże w praktyce Hiszpanie wolą oglądać paszporty, więc jeśli ktoś chce uniknąć niepotrzebnych dyskusji, dla świętego spokoju lepiej od razu pokazać paszport.
Adres zamieszkania jest ważny w przypadku wizyty u lekarza: nawet jako obcokrajowiec musimy dostosować się do hiszpańskiego systemu opieki medycznej. Otóż, jeśli mamy potrzebę udania się do lekarza, mamy prawo iść tylko do tej przychodni, do której obszaru należy ulica, na której wynajmujemy mieszkanie. W większości przypadków, nie mamy bladego pojęcia o tym, do jakiego rejonu należy nasza ulica, ale w takim wypadku najlepiej zapytać o to właściciela mieszkania albo współlokatorów.
Oczywiście udając się do lekarza, musimy mieć z sobą Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, gdyż inaczej nie mamy podstawy do ubiegania się o poradę lekarską.
Supermarkety lepiej odwiedzać przed weekendem: w przeciwieństwie do Polski supermarkety (i 95% reszty sklepów) są w niedziele zamknięte całkowicie, z kolei godziny otwarcia w soboty zależy od wielkości i polityki miasta/regionu, w którym jesteśmy.
Zdjęcie blokady SIM z telefonu: blokady SIM oczywiście trzeba się pozbyć, żeby móc używać hiszpańskiej karty bez potrzeby kupowania drugiego telefonu, niemniej jednak lepiej zrobić to w Polsce, gdyż po prostu zapłacimy o połowę mniej za tę samą czynność.
Papierosy: o ile w Polsce można je kupić dosłownie wszędzie (kioski Ruchu, supermarkety, małe sklepy spożywcze, stacje benzynowe itd itp) , o tyle w Hiszpanii trzeba się udać do estanco, czyli sklepu specjalizującego się w sprzedaży papierosów i akcesoriów tytoniowych, którego logo zazwyczaj wygląda tak:
( photo by Landahlauts on Flickr.com shared under the Creative Commons License consulted 28.07.2013)
Kiedy mijamy kogoś znajomego (czy to w pracy, czy sąsiada) niech Was nie zdziwi, że najprawdopodbniej usłyszycie coś w stylu:
adiós albo hasta luego. Bierze się to stąd, że Hiszpanie z jednej strony nie lubią próżni językowej, więc przechodząc obok drugiej osoby nie lubią milczeć, a z drugiej ponieważ chcą być praktyczni, zamiast standardowego "hola adiós" skracają ich wypowiedź tylko do formuły pożegnania. Warto pamiętać, że ta zasada dotyczy głównie osób, które słabo znamy (współpracownicy, sąsiedzi), gdyż oczywiście wśród przyjaciół takie sytuacje raczej nie mają miejsca.
Adres zamieszkania: w Hiszpanii system numeracji mieszkań jest nieco inny niż w Polsce, dlatego też wypisując adres podajemy numer budynku, numer piętra i numer mieszkania.
Na przykład, Calle San Quintín 15, 3º A, Salamanca
Adres zamieszkania: w Hiszpanii system numeracji mieszkań jest nieco inny niż w Polsce, dlatego też wypisując adres podajemy numer budynku, numer piętra i numer mieszkania.
Na przykład, Calle San Quintín 15, 3º A, Salamanca
Dlaczego jest to takie ważne? Wystarczy, że ktoś będzie chciał nam przysłać list, paczkę i polskim zwyczajem wpisze jedynie 15, 3, rzeczona przesyłka będzie krążyć po wszystkich sąsiadach, aż w końcu wróci na pocztę z powodu niemożności zidentyfikowania odbiorcy. W rzeczywistości 3 nie jest numerem mieszkania, ale piętra, a numer mieszkania to z reguły litery (najczęściej A, B, C lub D).
W hiszpańskich autobusach miejskich nie wolno jeść: mieszkańcom Polski przyzwyczajonym do pasażerów konsumujących kebaby w miejskich autobusach, zwyczaj ten może okazać się dziwny, a nawet lekko przesadzony. Niemniej jednak prawda jest taka, że hiszpańscy kierowcy nie zawahają się nawet i jeśli tylko zobaczą Was z jedzeniem (nawet z otwartą paczką chipsów), natychmiast poinformują Was, że albo musicie ją schować, albo iść pieszo.
W hiszpańskich autobusach miejskich nie wolno jeść: mieszkańcom Polski przyzwyczajonym do pasażerów konsumujących kebaby w miejskich autobusach, zwyczaj ten może okazać się dziwny, a nawet lekko przesadzony. Niemniej jednak prawda jest taka, że hiszpańscy kierowcy nie zawahają się nawet i jeśli tylko zobaczą Was z jedzeniem (nawet z otwartą paczką chipsów), natychmiast poinformują Was, że albo musicie ją schować, albo iść pieszo.
Lista rzeczy, które w Hiszpanii nie są problemem:
Woda mineralna z butelki: woda z kranu w Hiszpanii jest o wiele lepszej jakości niż w Polsce, nie czuć w niej chloru, ani innych zanieczyszczeń, a zatem zamiast wydawać (albo nosić codziennie butelki) pieniądze na wodę mineralną, wystarczy kupić jedną butelkę i napełniać w razie potrzeby.
Godziny otwarcia sklepów: w przeciwieństwie do Polski w Hiszpanii jest zupełnie normalną rzeczą robić zakupy o 20.00 (niektóre sklepy odzieżowe, sklepy z pamiątkami, kioski), a nawet 21.00 (supermarkety, apteki). Niemniej jednak trzeba pamiętać, że niektóre są zamknięte 2-3 godziny po południu, chociaż w przypadku sklepów wielkopowierzchniowych ten zwyczaj zanika.
Sposób doładowania telefonu: jest wygodniejszy niż w Polsce, ponieważ polskie firmy telekomunikacyjne narzucają wysokość doładowania, podczas gdy w Hiszpanii wystarczy pójść do pierwszego lepszego kiosku lub punktu sprzedaży danego operatora, podać kwotę, za którą chcemy doładować, podać numer telefonu i zapłacić. Niemal natychmiast otrzymujemy powiadomienie o doładowaniu smsem. Jedyne warunki do spełnienia to posiadanie hiszpańskiego numeru (niestety z polską kartą sim niewiele da się zrobić) i podanie go w prawidłowy sposób, żeby przypadkiem nie doładować komuś innemu.
Znalezienie mieszkania: nawet jeśli z powodu kryzysu popularność mieszkań dzielonych z innymi ludźmi spada, zarówno liczba mieszkań do wynajęcia, jak i osób chętnych do dzielenia z kimś przestrzeni życiowej jest o wiele wyższa niż w Polsce. Dlatego też wyjeżdżając na Erasmusa nie ma co się martwić na zapas brakiem lokum, ponieważ z reguły nawet będąc w Hiszpanii na tydzień lub dwa tygodnie przed rozpoczęciem zajęć na uniwersytecie, mamy wystarczająco dużo czasu, żeby wynająć pokój czy też całe mieszkanie.
Przechodzenie na czerwonym świetle: mimo że teoretycznie, tak jak w Polsce, przechodzenie na czerwonym świetle lub też w miejscu niedozwolonym jest niezgodne z prawem, w Hiszpanii takie wykroczenie nie jest sankcjonowane, dlatego też bez obaw można przechodzić w zasadzie wszędzie, pod warunkiem, że nic nie jedzie oczywiście.
Szczegóły, o których warto pamiętać szukając pracy w Hiszpanii
Zdjęcie w CV: o
ile w Polsce ta kwestia zależy tak naprawdę od indywidualnego podejścia
czy to pracodawcy, czy pracownika, o tyle w Hiszpanii dodawanie swojego
aktualnego zdjęcia do curriculum vitae jest sprawą na tyle oczywistą,
że w zasadzie nie ma opcji, aby tego zdjęcia nie dodać, gdyż tym samym
hiszpańskiemu pracodawcy może się ten fakt wydać dziwny i może nie
zechcieć się z Wami skontaktować. Warto więc o tym pamiętać, zanim
zupełnie niepotrzebnie zmniejszycie swoje szanse na znalezienie pracy w
tym kraju.
martes, 23 de julio de 2013
Dos en uno : la uña
Uña es una de las palabras que conocemos bastante pronto, uña es lo que se encuentra en la extremidad de nuestros dedos.
Sin embargo uña es también la palabra común utilizada por muchos españoles a la hora de hablar de la memoria USB.
( original image by Sally Bella Melange under the Creative Common License consulted 23.07.2013)
( original image from Pixabay.com under the Creative Common License consulted 23.07.2013)
Además de este doble sentido de la palabra uña, no se puede olvidar la expresión ser uña y carne que significa ser inseparables, muy unidos.
Por ejemplo : Marta y Marisol van juntas a todos los lados, incluso al baño, realmente son uña y carne.
Wersja polska skrócona:
la uña 1. paznokieć 2. pamięć USB
ser uña y carne - być nierozłącznym, być jak papużki-nierozłączki
Marta y Marisol van juntas a todos los lados, incluso al baño, realmente son uña y carne.
Marta i Marisol wszędzie chodzą razem, nawet do łazienki, to prawdziwe papużki-nierozłączki.
Sin embargo uña es también la palabra común utilizada por muchos españoles a la hora de hablar de la memoria USB.
( original image by Sally Bella Melange under the Creative Common License consulted 23.07.2013)
Además de este doble sentido de la palabra uña, no se puede olvidar la expresión ser uña y carne que significa ser inseparables, muy unidos.
Por ejemplo : Marta y Marisol van juntas a todos los lados, incluso al baño, realmente son uña y carne.
Wersja polska skrócona:
la uña 1. paznokieć 2. pamięć USB
ser uña y carne - być nierozłącznym, być jak papużki-nierozłączki
Marta y Marisol van juntas a todos los lados, incluso al baño, realmente son uña y carne.
Marta i Marisol wszędzie chodzą razem, nawet do łazienki, to prawdziwe papużki-nierozłączki.
Etykiety:
español en imágenes,
hiszpanski blog,
hiszpanski w obrazkach,
paznokiec po hiszpansku,
pendrive po hiszpansku,
ser una y carne,
uña en polaco,
vocabulario/słówka
viernes, 12 de julio de 2013
Repasar y repetir
Versión en español
El significado de ambos verbos en polaco es igual : powtórzyć, powtarzać.
Ahora bien para un español repasar no es lo mismo que repetir.
¿Cuál es la diferencia?
Repetir se refiere a una repetición de la misma actividad.
Repetir una palabra, es volver a pronuciarla en voz alta.
Chema, por favor, ¿puedes repetir la última frase que he dicho?
Repasar concierne sobre todo el ámbito escolar porque lo que solemos repasar son los apuntes antes de cualquier examen importante ( o no).
Mamá ¿ puedo ir a casa de Lola para repasar un poco antes del examen que tenemos mañana?
Wersja polska
W języku hiszpańskim istnieją dwa czasowniki, które po polsku mają to samo tłumaczenie : powtórzyć, powtarzać, jednak w rzeczywistości hiszpańskiej znaczą zupełnie co innego.
Na czym polega różnica?
Repetir odnosi się do wykonania jeszcze raz jakiejś czynności.
Powtórzyć jakieś słowo, to wymówić je na głos po raz kolejny.
Chema, por favor, ¿puedes repetir la última frase que acabo de decir?
( Chema, proszę,czy możesz powtórzyć ostatnie zdanie, które właśnie co powiedziałam)
Z kolei repasar jest związane z obszarem edukacji, jako że najczęściej przeglądamy notatki i powtarzamy materiał przed mniej lub bardziej ważnym egzaminem, sprawdzianem, testem. Czasownik ten możemy przetłumaczyć również jego bardziej swojskim odpowiednikiem, czyli " pouczyć się".
Mamá ¿ puedo ir a casa de Lola para repasar un poco antes del examen que tenemos mañana?
( Mamo, czy mogę iść do Loli, żeby pouczyć się/powtórzyć do jutrzejszego egzaminu?)
Así que ya sabéis¡ no repitáis nunca el error de repasar un día antes del examen que esto confunde mucho !
Etykiety:
diferencia entre,
hiszpanski krok po kroku,
lekcja hiszpanskiego,
repasar hiszpanski,
repetir po hiszpansku,
repetir repasar roznica,
roznica repetir i repasar,
vocabulario/słówka
viernes, 5 de julio de 2013
Dos en uno : tienda/ tienda de campaña
Podczas gdy po polsku mamy dwa osobne słowa na określenie sklepu i namiotu, po hiszpańsku wystarczy dodać parę słów do słowa podstawowego.
Tym sposobem mamy słówko tienda , czyli miejsce, w którym robimy zakupy i tienda de campaña , czyli to, co jest nam niezbędne, kiedy śpimy pod gołym niebem.
En cuanto a ciertas palabras el español es más compacto que el polaco, mientras que en polaco hay dos palabras distintas, en español basta con añadir un elemento a otro ya existente.
Así en español tenemos tienda para tener donde hacer la compra y tienda de campaña que nos sirve si dormimos fuera, mientras que en polaco tenemos dos palabras distintas sklep para tienda y namiot para tienda de campaña.
Etykiety:
español en imágenes,
hiszpanski w obrazkach,
namiot po hiszpansku,
sklep po hiszpansku,
tienda de campaña en polaco,
tienda en polaco,
vocabulario/słówka
Materiały pomocne w nauce języków obcych część 2
Dziś kolejna część poświęcona materiałom, które mogą nam być pomocne w nauce języków obcych. W poprzednim poście była mowa o domowej wersji fiszek. Dziś natomiast podzielę się z Wami moimi sposobami na mimowolne przyswajanie słówek.
Istotą takich mimowolnych materiałów jest zapisanie nowego słówka na przedmiocie, którego często używamy, a który zasadniczo nie ma nic wspólnego z językami obcymi.
Sposób pierwszy : górny albo boczny margines zeszytu.
Wyobraźcie sobie, że macie zeszyt do matematyki ( jeśli jesteście jeszcze w liceum/gimnazjum) albo notatki z teorii literatury ( jeśli studiujecie na przykład polonistykę albo filologię obcą), korzystacie z tego zeszytu na pewno raz na tydzień i na pewno skorzystacie z niego przed egzaminem/sprawdzianem.
Wybierzcie zatem tę część marginesu, która najbardziej rzuca Wam się w oczy i kolorowym pisakiem napiszcie nowe dla Was słówko wraz z tłumaczeniem.
Założę się, że prędzej czy później na nie zerkniecie, choćby po to, żeby nie słuchać nudnego wykładu. Jestem też pewna, że jeśli ktoś za jakiś czas Was o to słówko zapyta, przypomnicie sobie jego kolor, kształt i położenie i tym sposobem zostanie w Waszej głowie z większym prawdopodobieństwem niż jedno z wielu słówek zapisanych do wkucia na pamięć.
Mój przykład słówka wprowadza lekkie zamieszanie, gdyż moim " dodatkowym słówkiem" jest francuskie wyrażenie wciśnięte pomiędzy słówka angielskie, ale bierze się to stąd, że obecnie ani nie uczę się w szkole, ani nie studiuję, dlatego narzekam na brak innego typu notatek.
Sposób drugi : wykorzystanie wolnych okładek zeszytów, przekładek do segregatorów etc.
Można je oczywiście wykorzystać w ten sam sposób, co marginesy zeszytów, jednak z uwagi na to, że jest na nich więcej wolnego miejsca, ja wykorzysuję je inaczej, bo do umieszczania idiomów i przysłów, czasem nawet z rysunkami.
Hacer el agosto- to hiszpańskie wyrażenie oznacza mniej więcej tyle, co " zbić dobry interes, zarobić dużo pieniędzy wykorzystując okoliczności". Ja swego czasu skojarzyłam sobie to wyrażenie ze sprzedawcami wody na plaży, którzy mogą sobie pozwolić na ustalenie kosmicznej ceny za butelkę, bo z powodu upału i braku innych sklepów w pobliżu, ludzie i tak tę wodę kupią, a sprzedawcy bez cienia wątpliwości zarobią o wiele więcej niż przez resztę roku.
Tak , jak to sobie wyobraziłam, tak narysowałam i tym sposobem za każdym razem kiedy korzystam z tego zeszytu, przypominam sobie o istnieniu i obrazka ,i wyrażenia.
En casa de herrero cuchillos de palo- " W domu kowala noże są tępe", a po polsku " Szewc bez butów chodzi" . Przysłowie dosyć długie, dlatego żeby je zapamiętać zapisałam je sobie w dolnej częście okładki tegoż samego zeszytu. Ja mam akurat wersję bez tłumaczenia na polski, głównie dlatego, że potrzebowałam zapamiętać nie znaczenie, ale dokładną kolejność słów albo obecność lub brak rodzajnika.
W ramach dygresji, dlatego już pod zdjęciem, napiszę, czemu to takie ważne : otóż rodzajnik lub jego brak często decydują o zmianie znaczenia wyrażenia.
Dla przykładu weźmy zdania :
levantar la cabeza
(no) levantar cabeza
Pierwsze zdanie z rodzajnikiem oznacza dosłownie i po prostu "podnieść głowę", natomiast drugie, bez rodzajnika, jest wyrażeniem idiomatycznym, które oznacza podnieść się, wyjść ( lub nie) z trudnej sytuacji lub choroby.
Aczkolwiek niektóre źródła ( na przykład wordreference) podają też znaczenie " być bardzo zajętym", choć ja używałabym tego jednak głównie w pierwszym znaczeniu.
Trzeci sposób dla lubiących czytać książki.
Słówka, idiomy , przysłowia, z rysunkami lub bez można też umieszczać na ręcznie robionych ( na przykład z bloku techniczego, tektury) zakładek do książek. Na ten moment nie dysponuję zdjęciem moich, ale w najbliższym czasie dodam i to zdjęcie.
Czwarty sposób dla wszystkich.
Używajcie kolorów, nawet na listach słówek warto zaznaczyć każde albo co drugie innym kolorem, bo w ten sposób nasz mózg nie nudzi się w trakcie nauki, a dzięki temu, mimo że to się wydaje banalne, zapamiętujemy lepiej, szybciej i na dłużej.
Obiecane zdjęcie również wkrótce.
martes, 11 de junio de 2013
Materiały pomocne w nauce języków obcych
Dziś tekst
wyjątkowo po polsku ( wersja hiszpańska pojawi się za jakiś czas) głównie dlatego, że dzisiejsza notka dotyczyć
będzie materiałów pomocniczych do nauki języków obcych w ogóle, stąd też
zarówno tematyka, jak i podane przykłady niekoniecznie będą się odnosić wyłącznie
do języka hiszpańskiego.
Dlaczego
mówimy o materiałach pomocniczych, a nie metodach? Głównie dlatego, że zebrane
przez mnie pomysły dotyczą bardziej usprawnienia procesu nauki języka obcego,
nie stanowią w żadnym wypadku „ nowej niezawodnej metody”gdyż taka nie
istnieje. Wbrew temu o czym zapewniają autorzy niemal wszystkich podręczników
do nauki języków obcych, nie ma jednej idealnej metody, bo każdy z nas jest
inny i każdy z nas musi wypracować swój własny system uczenia się. Ponadto, coraz
częściej zapominamy, że gwarancja powodzenia w opanowaniu danego języka zależy
od nas samych bardziej niż od przyjętej metody. Można powiedzieć, że mamy do
czynienia z tym samym mechanizmem, co w przypadku „ cudownych tabletek
odchudzających”, które kuszą nas wizją spadającej wagi bez naszego czynnego
udziału, co jest oczywiście bardzo naciąganą interpretacją rzeczywistości.
Przejdźmy
jednak do rzeczy. Omawiane przeze mnie sposoby pomocnicze podzieliłam na parę
grup. Pierwsza z nich to domowa wersja
skomercjalizowanych produktów.
Jakiś czas
temu na polskim rynku pojawiły się karteczki do nauki słówek i gramatyki tzw.
Fiszki. Sam pomysł jest ciekawy i , o ile wiem, ten produkt cieszy się sporym
powodzeniem. Sama kupiłam z ciekawości jedno opakowanie i stwierdzam uczciwie,
że mają one sporo zalet.
Po pierwsze : Są dosyć wygodną
alternatywą dla tradycyjnego zeszytu, gdyż istotnie siedząc w autobusie ( o ile
dorwie się miejsce siedzące) albo czekając w kolejce można się językowo
edukować.
Po drugie : w przeciwieństwie do
zeszytu pozwalają na dokonanie selekcji, czyli oddzielenie słówek, które już
umiemy, od tych, których nie możemy zapamiętać.
Po trzecie : są zbiorem słownictwa albo
wybranego zakresu gramatycznego „ gotowym do spożycia”. Nie trzeba się męczyć
z szukaniem i wypisywaniem potrzebnych
słówek albo tworzeniem list czasowników do nauki. Dla „ zapracowanych” wydaje
się to idealnym rozwiązaniem.
Po czwarte: Niektóre wersje fiszek
zawierają też rysunki, co znaczenie ułatwia zapamiętywanie , szczególnie
idiomów, które istotnie, w większości przypadków, są bardzo obrazowe.
Jednak mimo
niekwestionowanych zalet gotowego produktu, mnie po jakimś czasie przestał on
wystarczać, nie dlatego, żebym miał jakieś niedociągnięcia, ale właśnie
ponieważ nie jest on w stanie ( i nie może ) zaspokoić indywidualnych potrzeb
każdego użytkownika, bo jakby nie było nie jesteśmy robotami o identycznych
mózgach. Ponieważ z drugiej strony, sam pomysł na fiszki jest bardzo przydatny,
postanowiłam dostosować go do moich potrzeb.
Pierwsza zmiana : fiszki zaczęłam
produkować sama. Kupiłam zwykły blok techniczny ( oraz skuszona promocją blok
techniczny z kolorowymi kartkami), długą linijkę, mazaki w różnych kolorach i
kalendarzyk kieszonkowy. Przyłożyłam kalendarzyk do kartki z bloku
technicznego, żeby odmierzyć wysokość fiszki, tam gdzie kończy się górną
krawędź kalendarzyka zrobiłam kreskę, do której znów przyłożyłam kalendarzyk.
Do krótkich kresek przyłożyłam długą linijkę i dorysowałam ołówkiem
przedłużenie tym sposobem kartka jest podzielona na pasy, które wystarczy
poodcinać nożyczkami. Odcięte pasy zbieramy w kupkę, na początek kupki
przykładamy kalendarzyk i tam gdzie się kończy odcinamy brzeg nożyczkami. I tak
tniemy aż do końca pasów i otrzymujemy gotowe fiszki. Ja osobiście użyłam jako
wzoru kalendarzyka, bo wolę większe fiszki niż te proponowane przez różne
wydawnictwa, to po pierwsze. Po drugie, mój mózg bardziej stymulują fiszki
kolorowe z napisami wykonanymi kolorowymi mazakami. Po trzecie, na
własnoręcznie zrobionych fiszkach, możemy zawrzeć o wiele więcej słów. Możemy,
na przykład , stworzyć sobie swój własny słownik tematyczny, dajmy na to,
przerabiamy dział jedzenie,
wypisujemy więc na kartce wszystkie potrzebne nam słowa, a potem, po otrzymaniu
listy interesujących nas słów, przenieść je na fiszki.
W oparciu o
fiszki ( i w tym momencie nie ma znaczenia, czy chodzi o te domowe czy o te ze
sklepu) można również w pełni wykorzystać wyniki badań nad pamięcią. Otóż
okazuje się, że im dłużej powtarzamy dane słówko, tym lepiej zapada nam w
pamięć, co jednak zrobić z tymi, które w żaden sposób do głowy nam nie wchodzą?
Ja robię tak : co drugi lub co trzeci dzień sporządzam fiszki z około 20-30
nowych słówek, oczywiście uczę się ich i po skończonej nauce odkładam je do
małych foliowych torebeczek i wkładam do środka kartkę z datą. Za jakiś czas (
a konkretniej w momencie robienia nowego zestawu) wyciągam zestaw z poprzednich
dni i sprawdzam, czy pamiętam wszystkie słówka, jeśli okazuje się, że nie, te,
których mój mózg nie zanotował, przekładam do aktualnego zestawu i tak w
nieskończoność tudzież do momentu opanowania wszystkich słów.
Jeśli należycie do osób bardzo bardzo zorganizowanych ( ja, niestesty nie, chociaż nieustannie próbuję) można zastosować system tygodniowy. To znaczy : codzienne albo w ustalone dni tygodnia sporządzacie nowe fiszki z powiedzmy 10-15 słówkami, przed zrobieniem nowego zestawu, robicie powtórkę z poprzedniego/poprzednich, a w niedzielę robicie powtórkę generalną z całego tygodnia i zamykacie bazarek tygodniowy.
Oczywiście istnieją aplikacje internetowe tego typu ( o ile dobrze pamiętam program Profesor Henry wykorzystuje motyw codziennych powtórek), niemniej jednak mnie komputer rozprasza i wiem, że gdybym go włączyła nawet w celu zrobienia powtórki, szybko straciłabym kolejnych parę godzin na Facebooku, dlatego w moim przypadku wersja ręczna sprawdza się lepiej.
Jedynym minusem
tej metody jest pomieszanie słówek, niemniej jednak, ponieważ wszystkie moje
fiszki są w miarę uporządkowane, zawsze można je poodkładać do odpowiedniej
kupki, jeśli ktoś czuje taką potrzebę.
Drugim
produktem obecnym zarówno na rynku wydawniczym, jak i absolutnie wykonalnym w
warunkach domowych są naklejki z nazwami
przedmiotów w językach obcych. Sam pomysł nie jest chyba szczególnie
innowacyjny, bo moja koleżanka ze Stanów mówiła mi o tej metodzie dużo
wcześniej , niemniej jednak wydaje mi się warta przytoczenia.
Na samym
początku pomysł wydał mi się bardzo intersujący i faktycznie przydatny. Jednak
po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że nie do końca da się ją
zaaplikować w przypadku każdego mieszkania, bo nie sądzę, aby łatwo nam
przyszło oszpecić sobie meble, komputer albo inne domowe sprzęty, szczególnie
że z reguły uczymy się więcej niż jednego języka w związku z czym,
potrzebowalibyśmy więcej niż jedną naklejkę. Poza tym, wyobraźcie sobie minę
rodziców albo współlokatorów albo partnerów na widok zalepionego mieszkania. Jasne,
że znajdą się osoby, dla których względy estetyczne mają umiarkowane znaczenie,
ale przynajmniej u mnie taka opcja nie wchodzi raczej w grę.
Z drugiej
jednak strony sam pomysł słówka umieszczonego na naklejce nie jest zły. W
sklepie papierniczym kupiłam zestaw białych naklejek i umieszczam na nich albo
słówko z tłumaczeniem, albo same słówko w języku obcym albo jakiś w miarę
krótki idiom. Następnie naklejam taki twór na okładkę zeszytu, segregator,
piórnik, cos czego często używam i na co często patrzę i tym sposobem od
niechcenia zapamiętuję zawartość.
Wielu z Was pewnie pomyślało, że wszystko fajnie, ale takie robienie takich fiszek i wyklejanek zabiera mnóstwo czasu, owszem, ale właśnie o to chodzi w języku, żeby poświęcić mu czas i aktywować obie półkule mózgu ( za pomocą czynności manualnych, które niewątpliwie trzeba wykonać). Szybciej i łatwiej jest użyć aplikacji internetowej, tyle że ta metoda się sprawdza jeśli naszym celem jest zaliczenie sprawdzianu, a nie efektywna i długotrwała nauka języka obcego. Oczywiście do każdego należy wybór najlepszej dla niego metody nauki, ale jestem pewna, że niektórym z Was pomoce naukowe w postaci ręcznie zrobionych fiszek, przypadnie do gustu.
Pierwszą
grupę środków pomocniczych mamy już za sobą, w najbliższym czasie ( o ile ten
właśnie czas mi na to pozwoli) przejdziemy do drugiej grupy, czyli pomocy
niemożliwych do skomercjalizowania ( i całe szczęście, w końcu nie wszystko jest na sprzedaż ).
Gdyby jednak ktoś koniecznie był zainteresowany tylko gotowymi fiszkami, poniżej przeklejam adresy stron wydawnictw albo sklepów, które taki gotowy produkt oferują :
http://www.fiszki.pl/
http://www.matras.pl/pons-fiszki-angielski-slownictwo-podstawowe.html
Gdyby jednak ktoś koniecznie był zainteresowany tylko gotowymi fiszkami, poniżej przeklejam adresy stron wydawnictw albo sklepów, które taki gotowy produkt oferują :
http://www.fiszki.pl/
http://www.matras.pl/pons-fiszki-angielski-slownictwo-podstawowe.html
Suscribirse a:
Entradas (Atom)







